Image
Top
Navigation
Lipiec 19, 2017

„Niejadek” w domu

Pamiętam ten dzień! Ekologiczna dynia? JEST!!! Olej kokosowy? JEST!!! Kasza jaglana BIO? JEST!!!
Zatem mogę zabrać się za przygotowanie pierwszego posiłku (stałego) dla mojego synka w jego życiu. Na pewno będzie takim samym poszukiwaczem smaków jak ja, na pewno będzie chciał próbować różnych tekstur, odkrywać wspaniałe, nowe dania… w końcu to syn Master Chefowej…mały MARCEL CHEF!

DSCF7954Wyobrażenia o małym poszukiwaczu nieodkrytych smaków to sfera moich marzeń, natomiast rzucanie, zgniatanie rączkami, rozmazywanie o blat, wypluwanie i ulewanie to moja codzienność. Marcel jest energicznym, ciekawym świata chłopcem. Jest odkrywcą a jedzenie traktuje wyłącznie jako czynność, która daje mu energię niezbędną do poznawania otaczającej go rzeczywistości. Większość prób zachęcania do poznania nowego smaku, zabawianie, śpiewanie czy zagadywanie kończyły się zazwyczaj tak samo: fiaskiem i nie trafionym do buzi pożywieniem! Nie da się ukryć, że większość osób zakwalifikowałaby moje syna jako tzw. „niejadka”. 

Marcel ma już 19 miesięcy, jest zdrowy, energiczny, rozwija się prawidłowo no i nadal nie lubi jeść (oraz pić!!!). Przez ten czas nie poddawałam się, rozmawiałam z innymi mamami, pediatrami, dietetykami, położnymi próbując różnych technik karmienia. Na szczęście kilka z nich przyniosło oczekiwany efekt.

Poniżej postaram się wypunktować to, co nam pomaga najbardziej i dzięki czemu Marcello jako tako zjada przygotowywane przeze mnie posiłki (najchętniej jadłby tylko „JAJO”).

1. Przy dziecku nie rozmawiamy o „problemie” – ale o jaki problem chodzi ;)??? Temat jedzenia zniknął z naszych ust, nie analizujemy czy Marcelek zjadł, czy mu smakowało, czy woli bardziej zmiksowane/rzadsze/z masełkiem czy z oliwą. NIE NAKRĘCAMY SIĘ ANI NASZEGO SYNKA.

2. Pilnujmy godzin posiłków (uwaga nie są zbyt częste). Wcześniej co chwilę proponowaliśmy a to chrupka, a to bananka, a może musik warzywny czy kotlecik. Było to błędne koło i dlatego postanowiliśmy skończyć zczęstymi przegryzkami na rzecz normalnych posiłków. Marcel je ciepłą kaszkę z mlekiem na śniadanie, zupę, danie główne (po obiedzie jest szansa na deser) i kolację. Jeżeli dziecko nie ma ochoty zjeść, bawi się, rzuca, pluje, odwraca główkę, to po prostu nie je. A my go do tego nie zmuszamy. Jednocześnie nie dajemy mu nic w zamian (żadnego ciasteczka, malinek, daktyla, nic). Przy kolejnym posiłku nadrobi i zje ze smakiem (jak nie przy obiedzie, to przy kolacji). Grunt, aby nie nakręcać się, że „dziecko za mało je”.

3.  Różnicujemy smaki. Nie podajemy monotonnych potraw. Dajemy Marcelowi bardzo duży wybór smaków i w ogóle nie komentujemy tego, że zje np. tylko warzywa a mięso zostawi. Niech sam zdecyduje – ach ten mój samodzielny smyk :).

DSCF92204. Nie porównujemy naszego dziecka do innych dzieci mówiąc: „Zobacz jak Zosia dużo zjadła, a Ty?” albo „jedz dużo, to będziesz silny jak tato”. My nie lubimy jak się przyrównuje nas do innych. Nasze dzieci też i dlatego w niektórych przypadkach taka metoda może zadziałać demotywująco na malucha.

5. Ufam mojemu dziecku, że zjada tyle, ile sam potrzebuje (ojj nie jest to łatwe, szczególnie jak ma się w domu jeden taki mały skarb). Często powtarzam sobie, że zaufanie jest najważniejsze – zarówno w biznesie, jak i w rodzinie (dlatego ufam mojemu dziecku, że ilość jaką zjada pozwala mu się nasycić i… biec dalej odkrywać świat).

6. Kocham porządek, ład, przejrzystość, minimalizm. Mimo wszystko akceptuję przy posiłkach totalny xxx … nazwijmy to „nieporządek”. Nakładanie na łyżkę papek (na je wybrzuszoną część) i nie trafianie do buzi, chęć jedzenia tylko nożem, zgniatanie i rozmazywanie resztek. To wszystko cierpliwie akceptuję i klasyfikuję jako poznawanie świata. Ja też jak dostałam kite i deskę do pływania nie wiedziałam od czego zacząć. Wszystkiego krok po kroku trzeba się nauczyć żeby później wykonywać te czynności zupełnie naturalnie. Szczególnie jak jest się tak samodzielnym dzieckiem jak Marcel i wszystko chce się zrobić samemu. Po zjedzeniu/lub niezjedzeniu łezka w oku się kręci jak mały ściereczką wyciera po sobie ten cały bałagan (no dobra jeszcze bardziej rozmazuje jedzenie po podłodze, ale widok jest wzruszający).

7. Celebrujemy wspólne posiłki. Weekendowe śniadania jemy w ogrodzie, każdy samodzielnie komponuje sobie swój zestaw. Kolacje jemy przy kuchennej wyspie. Kiedy jesteśmy razem, zawsze siadamy wspólnie do posiłków i uczymy się wzajemnie jaką przyjemność daje spędzanie czasu razem przy stole.

A teraz ważna informacja. Powyższy tekst nie jest żadnym zaleceniem zdrowotnymi, to jedynie nasza mała lista, zbiór naszych (oraz innych rodziców, lekarzy-rodziców) doświadczeń. Jestem ciekawa, czy ktoś z Was ma niejadka w domu i jak sobie z nim radzi? Ostatnio usłyszałam od matki 4 dzieci, że jej pierwsze dziecko jest niejadkiem, ponieważ przykładała do jego odżywiania zbyt dużą wagę. Przy kolejnych dzieciach nie miała czasu o tym myśleć i co ciekawe żadne z nich nie ma problemu z jedzeniem. Może coś w tym jest? Jak sądzicie?

No i koniecznie dajcie znać, czy macie „apetyt” na więcej takich tekstów!

Ściskamy,

Beata, Marcello i Mr M :)

 

Komentarze

  1. Pani Beato dziękuje bardzo za ten tekst. Dał mi trochę do myślenia i wprowadzenie tej taktyki, być może zadziała. Mam w domu również niejadka i takim samym wieku jak Pani synek. Niestety mój Julian od tygodnia nie jje prawie nic. Jedynie na śniadanie uda mi się jakoś ” zmusić ” go do owsianki, a tak po przez cały dzień w sumie owoce wcina. Już nawet jego ulubione potrawy mu nie smakują. Aktualnie syn siedzi w domu z babcią, która ma totalnego fioła na punkcie jego niejedzenia. Non stop coś mu podsuwa do jedzenia, a ja mam wrażenie że On wręcz odwrotnie zaczyna mnieć wstręt do jedzenia. A może to poprostu taki okres? Może bunt prawie dwulatka ?

Zostaw komentarz

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress